|
Często zapewne zastanawialiście się kim zagrać. I nie chodzi tu o wybór ligi, zespołu(problem szerzej opisany przez MaGiKa). Chodzi o jeden, ale jakże ważny dylemat. Zagrać klubem znanym i bogatym, czy też zespołem znanym tylko w danym regionie z budżetem pozwalającym zatrudnić ślepego napastnika, czy kulawego skrzydłowego. Ten problem poruszyli BigShot i El Capitano. Jeden stanął po stronie bogaczy, drugi - po stronie biednych. Co z tego wynikło? Przekonajcie się sami!
BigShot: Zaletą grania w znanej drużynie jest przede wszystkim budżet transferowy. Znajdujesz doskonałego piłkarza za 40 milionów? Nie ma problemu, wchodzisz w okno transferowe kupujesz i już. Czy piłkarz będzie chciał do nasz przejść? Cóż do znanego i bogatego klubu przejdzie każdy jeśli wypłaci się mu odpowiednią sumkę tygodniowo. A czy klub go sprzeda? Też wystarczy odpowiednia sumka. Ale ani na pensje, ani na kupno na pewno w takim klubie nie zabraknie - a nawet jeśli - wystarczy poprosić klub o dofinansowanie. Dobra drużyna raczej wygrywa, a jak będziemy na prawdę dobrzy o co w takim klubie nie trudno to i zarząd będzie patrzył na nasze prośby o dofinansowanie obiektywniej : D. Jest wiele zalet ale je przedstawimy zaraz po tym jak ujrzymy ripostę klubu biednego. El Capitano To prawda. Może i w bogatym klubie łatwiej odnosi się sukcesy, ale nie czerpaniu z tego praktycznie żadnej przyjemności. Co za frajda wygrać taką Chelsea Ligę Mistrzów, skoro i tak nie mamy zbyt wielu godnych rywali. Inaczej ma się jednak sprawa z grą w nie najbogatszym klubie. Rozpoczynając grę w niższej lidze i stopniowo awansując do wyższych klas rozgrywkowych, zyskujemy niezapomniane wrażenia i wielką satysfakcję ze zrobienia za "słabeusza" europejskiej potęgi. Może na początku nie będą u nas gościć gracze światowego formatu, jednak gdy zaczniemy wygrywać może to się zmienić. BigShot: Oczywiście tez prawda. Lecz co wycierpimy się podczas tych przegranych może odstraszyć nas od dalszej gry. Nie zapominajmy, że od znajomości klubu budżet się nie powiększa. A i kibiców zaczniemy tracić gdy będą na początku raczej niezadowoleni. Co z tego,że taki West Ham United ma zbyt dobrych kibiców i zbyt mocnych kib(o)li. Klub nawet na stratę takich śmieci jakimi są kibole nie może sobie pozwolić. Wyobraźmy sobie stadion z 800k miejsc z czego tylko 200k zajętych. No bez żartów. Są zalety walki słabym klubem, lecz jak dostajesz wiadomość ,że kontynuujesz passę 15 spotkań bez porażki powoduję to większą radość niż wygrana słabym klubem. Nie zapominajmy też ,że nawet najlepszy klub prowadzony przez kiepskiego menadżera może spaść dobrych kilka(-naście) miejsc w dół - a nawet - do niższej ligi!
El Capitano: Naturalnie. Spaść z ligi potrafi każdy głupi i to niezależnie od tego, czy prowadzi outsaidera czy potęgę. Nie sądzę jednak, by utrzymanie się w lidze zespołem klasy światowej było jakimś wyzwaniem. Zdecydowanie ciekawiej jest zrobić z nieznanego, prowincjonalnego klubiku zespół, z którym liczyć się będą najlepsi. Oczywiście, potrzeba na to wielu sezonów ciężkiej pracy, ale niech nikogo nie zniechęcają początkowe niepowodzenia. W końcu Rzymu nie zbudowano w jeden dzień...
BigShot: Ty masz rację i ja mam racje. Myślę że prowadzenie tej dyskusji jest robotą syzyfową bo i tak każdy pozostanie na swoim ,ale możemy probować. Spróbujmy inaczej : wolałbyś sie urodzić w biednej rodzinie i czekać na szczęście by zarobić? Tak samo trzeba mieć szczęście w grze. Czy może wolałbyś się urodzić w bogatej ? Oczywiście - Można wszystko stracić - tak jak powiedziałeś : to potrafi każdy głupi. Spróbujmy jeszcze trafić z innej strony. Zaczynasz klubem biednym. Grasz pierwszy mecz - przegrywasz. Drugi - przegrana. Człowieka który z FM'em nie miał nic wspólnego może to delikatnie mówiąc odtrącić. A tak bogaty klubik gracz się tak nie zrazi. Nie twierdze że biedny klub jest "be", ale na początek na pewno nie jest najlepszym rozwiązaniem...
El Capitano: Oczywiście, wiadomo że każdy wolałby mieszkać w pięknej Willi z basenem niż pod mostem, ale nie porównujmy futbolu do codziennego życia. To zupełnie co innego. Naturalnie, że początkujący menadżer może nie zauważyć tej różnicy, jednak gracz, który siedzi w tym "biznesie" już jakiś czas, potrafi to dostrzec. Żaden "żółtodziób" nie będzie się nawet zastanawiał czy wybrać Chelsea Londyn, czy Oxford United i beż wątpienia wybierze to pierwsze. Co jest jednak ciekawego w zdobywaniu trofeów gdy nie ma się konkurencji? To pytanie pozostawiam już naszym czytelnikom...
BigShot : Nie bardzo rozumiem gdzie tu widzisz porównywanie do codziennego życia? Być bogatym/biednym ,a mieć bogatą/biedną drużynę to (prawie) to samo. Nie mylmy porównywania z przyrównywaniem. Pomijając już fakt ,że Football Manager jest tak rozległą grą, że można ją traktować prawie jak życie ;D. Poza tym sam sobie zaprzeczasz. "Żaden "żółtodziób" nie będzie się nawet zastanawiał czy wybrać Chelsea Londyn, czy Oxford United i beż wątpienia wybierze to pierwsze." To mógłbym napisać ja - jest to argument popierający kluby bogate. Mówiąc że nie ma konkurencji kłamiesz w żywe oczy - Grając np. Manchesterem musisz pokonać m.in Chelsea, West Ham, wreszcie - Arsenal. Nie jest tak ,że idziesz na urlop a cały sezon wygrywa asystent. Niestety - to nie jest miód z orzeszkami.
El Capitano: Ach, mój młody kolego! Sam nie wiesz co mówisz. Po pierwsze, jest ogromna różnica między futbolem, a życiem w rodzinie, z przyjaciółmi itp. Po drugie wcale sobie nie zaprzeczam, bo wiadomo, że początkujący gracz pójdzie na "łatwiznę" i wybierze klub, w którym nie trzeba się będzie specjalnie męczyć, ale... czy jest w tym jakiś sens? Gra bogatymi klubami jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla początkujących graczy FMa. Inni, bardziej doświadczeni zdecydują się raczej na słabsze zespoły, z którymi wygrać np. ligę jest wielką rzeczą, bo do zespołów, które regularnie zdobywają tytuł nie można już wnieść już nic nowego. Prawdziwą sztuką jest przywrócić dawną świetność klubowi, który ją utracił, bądź... nigdy jej nie miał...
BigShoT: W Ten sposób nic nie osiągniemy pozostawmy więc to do podsumowania poprosimy osobę obiektywną.
Adamoo: Cóż... czytając wasze słowa jedyne podsumowanie jakie nasuwa mi się na myśl to takie, iż wybór klubu bogatego albo biednego decyduje "poziom wtajemniczenia" danego gracza. Początkujący wybierze bogacza stary wyjadacz mały klubik z 6 ligi. Im dalej poznajesz grę tym bardziej pochłaniają cię nowe wyzwania. Choć nie można powiedzieć, że tak jest zawsze. Wszystko zależy też od charakteru gracza. Osoba ambitna rzuci od razu się na głęboką wodę. Wydawałoby się,że problem jest błahy, ale jak widać FM jest tak rozległy, że wiele czynników decyduje o wyborze spraw niby mało istotnych... |